Dowiedziałam się że w stadninie jest nowa dziewczyna. Postanowiłam się przywitać. Zobaczyłam, że jest w ujeżdżalni. Weszłam i postanowiłam się przywitać zaczynając trochę inaczej
-Piękna klacz. Andaluz?-spytałam
-Tak. Jestem Navy
-Miło mi. Vanessa. Kiedy przyjechałąś?
-Niedawno. Ty pewnie jesteś tu od dawna
-Tak. Od 3 lat.
-Czyli znajoma w tych terenach.
-Nawet-uśmiechnęłam się- Chciałabys się przejechać?
-Może. -uśmiechnęła się
- To spotkamy się za 15 minut przy tylniej bramie
-Okey-powiedziała, a ja wyszłam. Poszłam po Princa. Dawno na nim nie jeździłam a przyda mu się ruch. Osiodłałam go i poszłam już do bramy. Wtedy złapała mnie pani Elisabeth.
-Cty robisz Vanesso!
-Idę na małą przejażdżkę. Przecież mogę już jeździć.
-Ale wiesz że po tak poważnym wypadku nie możesz galopować
-Prince woli sztuczki z ujeżdżenia. To Calista brała udział w wyścigach. Ona i ja. Z nia galopowałam, a teraz. Teraz nie dajecie nam szans. Dwa dni!-wrzasnęłam na nią. Nie umiałam opanować emocji- Dwa dni, a póxniej tak po prostu to zrobicie?
-Miałaś czas żeby ją wyleczyć!
-Może za mało-powiedziałam i wsiadłam na Princa. Podkłusowałam do tylniej bramy i nie słuchałam pani Elisabeth. Przy bramie była już Navy.
-Gotowa?-spytała
-Tak-powiedziałam ocierając łzy i uśmiechając się blado
Navy???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz