wtorek, 6 maja 2014

Od Vaness-cd Sary-do Sary

Czułam jakbym płonęłam od środka. Ne wiedziałam co się dzieje. Obudziłam się. Była późna noc. Przy mnie siedziała jakaś pielęgniarka.
-Co się dzieje?
-Prawie umarłaś. Na dodatek jeśli będziesz teraz chodzić mozesz stracić nogę-powiedziała- Powinnaś zostać sam i wszystko przwmyśleć-powiedziała i wyszła.
Byłam w ubaniu. Wstałam z łóżka lekko się chwiejąc. Otworzyłam okno. To tylko pierwsze piętro-pomyślałam. Zeskoczyłam upadając. Noga" nie działała". Wstałam i szybko zwróciłam się w stronę stajni. Po drodze myślałam o wszystkim. Otworzyłam medalik który miałam na szyi. (nadal szłam)
-Miałam rację mamo..to działa. Koń czuje strach gdy nie może być wolny. Ona wróciła i pomogła mi. Była już sobą. Była wyleczona. Ale, skoro tam czuła się szczęśliwa to chyba oznacza, że tutaj nie będzie.-zawiesiłam głowę nadal idąc. Na horyzoncie malowało się słońce. Pewnie się zorientowali że mnie nie ma. Jednak to mnie nie interesowało. Byłam już w stadninie. Otworzyłam boks na zewnątrz. Z niego wyszła moja klacz..Calista. Podeszła do mnie i jakby przytuliła. Czułam jakby przez nią przemawiała nie tylko sama ona, ale i moja matka. Spojrzałam na nogi klaczy. Zniżyłam się i zaczęłam oglądać głębokie blizny. Klacz zniżyła głowę i spojrzała na mnie. Jej oczy pięknie lśniły. Jednak kiedy patzryłam teraz na nią widzialam Columba i mnie. Nasz kolega podaje mu cukier. Czuć było coś jakby uspokającego. Rusza wyścig. Nagle koń staje. Nie umie ustać. Jest spokojny. Kładzie się. Nie potrafi wstać. Jest za słaby. potem widzę tylko czerń.
Przytuliłam się do klaczy.
-Ciesze się że mi zaufałaś-powiedziałam szeptem do niej.- Że dałas się mi wyleczyć. Chciaż nie myślałam, że zrobisz to wtedy kiedy będę chciała się zabić.-uśmeichnęłam się blado po czym upadłam. Nie potrafiłam wstać. Nie mogłam poruszać prawą nogą. Calista zaczęła stawać dęba. Pobiegłą gdzieć. Przybiegła pan Horacy. Klacz stała z boku.

Sara???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz