piątek, 2 maja 2014

Od Rosalie-cd Sary


- Łał. Nieźle radisz sobie z końmi.- pochwaliłam Sarę.
- Dzięki. To akurat metoda mojej babci- uśmiechnęła się do mnie Sara.
Nagle obie usłyszałyśmy otwieranie boksu.Podbiegłam tam i spojrzałam na boks Dacoty. Nie było jej tam.
- O nie! Nie nie nie nie! To niemożliwe! Gdzie Dacota! Daci!!! Daci!!!- wołałam przez łzy. Nagle przybiegła Sara i od razu zrozumiała co się stało. Podbiegła do mnie i przytuliła mnie na pocieszenie. Po chwili wybiegłam ze stajni i poszłam nad jezioro. Zobaczyłam tam konia. Jednak nie była to Dacota. Koń podszedł do mnie, ale był ostrożny. Koń powąchał mnie a ja popatrzyłam na niego. Siedziałam tak 2 godziny, a koń ciągle tak stał niedaleko jakby mnie pilnował. W końcu podszedł do mnie i położył się. Popatrzyłam na niego moimi pełnymi smutku oczami i wyciągnęłam do niego rękę. Koń błyskawicznie wstał. Jednak ja nadal trzymałam wyciągniętą rękę. Koń podszedł i położył na niej pysk. Nagle usłyszałam rżenie. Popatrzyłam w tamtą stronę. To.. To była... Dacota! I jeszcze miała 2 źrebaki!
- I co ja mam teraz zrobić? - pomyślałam.
Nagle z lasu wyszła Sara. Ogier od razu pobiegł do Dacoty i jej źrebaków.

Sara???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz