Wstałam około szóstej. Nie umiałam usnąć. Ubrałam się i wyszłam na podwórko. Otworzyłam specjalną bramę, aby Calista mogła wyjść i poszłam po Wanilię.
Wyprowadziłam klacz po mału i po woli, aby się nie denerwowała. Weszłam z nią na padok i puściłam ją aby nie była ciągle przy mnie. Potrzebowała więcej spokoju. Na łące obok moja kara klacz ciągle rżała. Wanilia robiła się niespokojna. Uklękłam przed nią i wyciągnęłam rękę na której miałam plasterek jabłka. Spowolniłam oddech i czekałam. Cobka("Cobka" xD) nerwowo chodziła w kółko. Minęło około 10 minut. Stanęła naprzeciw mnie i lekko zniżyła głowę. Obwąchała mi rękę i zwinnym ruchem wzięła przysmak.
-Lubisz jeść?-spytałam unosząc brew. Wyciągnęłam chrupki dla koni o smaku marchewki i położyłam kilka na dłoni. Klacz popatrzyła na mnie i wzięła chrupki. Zauważyłam też że Calista przestała rżeć. Uniosłam lekko prawą rękę i pogłaskałam Wanilię po pysku. Zaczęłam lekko wstawać nadal głaszcząc klacz. Spojrzałam w jej oczy i zaczęłam mówić coś szeptem. Klacz była już spokojna. Zauważyłam też że moja klacz bardzo dziwnie na nas patrzy. Jakby była zazdrosna. Postanowiłam sprawdzić czy mój "trening
" z Wanilią przyniósł skutki. Zaczęłam klaskać bardzo głośno. Na razie nic się nie działo. Była spokojna.
-Dobra klacz-powiedziałam i zaczęłam ją głaskać po głowie. Otworzyłam bramę i chwyciłam ją za kantar. Zaprowadziłam ją do stajni. Starałam się opanować gdyż moja prawa noga ciągle utykała. Nie dawałąm rady już tak chodzić jak przedtem.
Odstawiłam Wanilię do boksu i dałam jej marchewkę. Wyszłam z stajni i poszłam do pokoju Eliota. Akurat, była już 9:00. Zapukałam i usłysząłam głos:
-Proszę-otworzyłam lekko drzwi. Na łóżku siedział Eliot.
-Nie chcę przeszkadzać czy coś, ale chciałam ci powiedzieć że z Wanilią już lepiej. Za kilka dni powinno być po wszytskim.-usmiechnełam się bladu starając się nie myśleć o Caliscie.
Eliot???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz