czwartek, 1 maja 2014

Od Rosalie

Bardzo się dziwiłam. Tata kazał mi się spakować. Po spakowaniu się zeszłam na dół a tata zawiózł mnie do miasteczka zwanego  River Manta. Zostawił mnie tam i powiedział że mam iść do stajni. Poszłam tam, i zastałam młodego chłopaka w wieku chyba 18 lat.
- Dzień dobry- powiedziałam.
- Cześć! - Powiedział przyjaźnie chłopak.
- Jestem Rosalie- powiedziałam nieśmiało.
- A ja jestem John. Przyjechałaś do nas?
- Chyba tak. Tata nic mi nie powiedział.
W tym samym momencie do stajni weszła jakaś dziewczyna. Później okazało się że to Vanessa. Pokazała mi mój pokój. Potem powiedziałam jej że mój koń został u taty. Ona jednak powiedziała mi że wszystko jest tutaj. Powiedziałam jej też że mój koń - Dacota - jest ze mną dopiero od tygodnia. Wieczorem pojechałam na niej w teren. Galopowałam, aż nagle Dacota zaczęła cwalować. Niestety, nie zakończyło się to dobrze. Nagle dacota skierowała się na kłodę. Przeskoczyła przez nią ale od razu potem zsunęłam się z siodła i zemdlałam. Dacota od razu się zatrzymała i podeszła do mnie. Powąchała mnie i wyczuła że coś się stało. Zaczęła rżeć jak najgłośniej. W oddali zobaczyła Vanessę. Pocwałowała do niej i stanęła dęba. Zaczęła rżeć. Potem wskazała w kierunku mnie. Vanessa od razu załapała o co chodzi. Pogalopowała z Dacotą do mnie. Wzięła mnie na swojego konia i zaprowadziła do stadniny. Okazało się że mam zwichnięty nadgarstek.

Ktoś?











/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz