- Spokojnie, jestem twarda. Dam radę- uśmiechnęłam się. Spróbowałam postawić nogę. Zrobiłam to bardzo ostrożnie. Postawiłam nogę.
- Widzisz- uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Pracując przy koniach, trzeba być gotowym na różne wypadki- odrzekłam. Dacota wystawiła w moją stronę łeb i pchnęła mnie do przodu. Zachwiałam się, i upadłam na bele siana. Chłopak zachichotał, a ja strzepnęłam z włosów źdźbło.
- Zwykle mi się to nie zdarza. Chyba coś jest ze mną nie tak.- spojrzałam na nogę, pokręciłam nią- wszystko jest ok- stwierdziłam. Wstałam przeszłam parę kroków, i zamyśliłam się.
Dezydery?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz