Szłam do Daci. Weszłam do stajni i ujrzałam chłopaka. Chyba był nowy. Szybko cofnęłam się, aby mnie nie zobaczył. Jednak Dacota mnie zobaczyła i zarżała w moją stronę. Chłopak spojrzał w moją stronę.
- Czemu się chowasz?- zapytał.
- Co? Ja? Nie. Szukam szczotek dla koni- uśmiechnęłam się i wyszłam. Wzięłam w dłoń zgrzebło i kopystkę. Otworzyłam boks Dacoty i zaczęłam ją czyścić. Chłopak ciągle na mnie patrzył.
- Coś się stało?- spytałam zakłopotana.
- Nie nic- powiedział. Uwiązałam Dacotę na uwiązie i poszłam odłożyć rzeczy. Dacota wykorzystała to i wyciągnęła łeb w stronę chłopaka. Spojrzałam na to i zaśmiałam się.
- Rosalie- powiedziałam.
- Dezydery- odpowiedział. Podeszłam do Dacoty i najwyraźniej zrobiłam coś nie tak, bo stanęła mi na nodze. Przeklęłam cicho i złapałam się na stopę.
Dezydery? (:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz