Przepraszam, że byłem nieaktywny, ale teraz dodaję ustalony post ;)
Położyłem się na łóżku. Raz byłem wściekły, a raz.. sam już nie wiem! Biła we mnie zła energia. Zamknąłem oczy. Nie zasnąłem do następnego dnia. Zeszłem do kuchni. Ale czemu akurat w tej chwili! Dlaczego ona zawsze musi pić kawę o 6. I to jeszcze ciągle tą za mną malinową z nutką cytryny i pomarańczy?!
Popatrzyłem na nią, a ona na mnie. Jednak ten wzrok wyrażał uczucie tzw. : Focha". Nie potrafiłem z nią rozmawiac hociaż chciałem. Poszłem do Wojaka i wypuściłem go na łąkę. Usiadłem na belach przy ogrodzeniu i patrzyłem na niego. Wydawało się jakby rozmawiał z Princ'em Rubinem i Calistą. Zmrużyłem oczy. Gdy je otworzyłem spływały z nich łzy. Odezwał aksamitny głos:
-Płaczesz?
-A co ci do tego?
-Nic. Po prostu pytam i nie chcę się z tobą kłócić.
-Ja też nie, ale jak?
-Normalnie. Martwię się o ciebie-powiedziała
-Chciałbym w to werzyć
-To uwierz.
-Wierzę, ale w to kim jesteś. Mam do ciebie zafanie
-Więc powiec co działo się pod dębem.
-Nie wiem czy mogę..-spuściłem głowę
-Van, naprawdę mam mówić?
-A czemuby nie?
Vanessa?
Napisałem zgodnie z umową.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz